Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aoi x Uruha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aoi x Uruha. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

To co siedzi w sercu I

Opowiadanie kisiło się na moim dysku od dobrych dwóch lat. Czytane i poprawiane milion razy, aż wreszcie nadszedł ten czas, że zobaczy światło dzienne.
Co do bloga, szata graficzna kuleje pod wieloma względami, ale postaram się to zmienić. W końcu teraz, kiedy już zdałam matury, mam mnóstwo wolnego czasu.

PS: W tej części pojawi się jeden fakt, na który trzeba wziąć poprawkę. Raczej nie istnieją kluby Go-Go takie jak w tym opowiadaniu, ale coś w tym stylu było dla niego kluczowe.


Paring: Aoi x Uruha (the GazettE)



- Yuu? Yuu słuchasz mnie? - nie mam pojęcia za jakie grzechy, ale wygląda na to, że znowu trafiłem na pustą lafiryndę, której jedyną umiejętnością jest trajkotanie bez sensu. A wydawała się całkiem inteligentna. I ładna.
Jeśli ktoś mi powie, że portale randkowe nie są tworem złośliwych nerdów, to nie uwierzę. Nie mam pojęcia dlaczego nadal z nich korzystam, mimo ciągłych rozczarowań. Nadzieja, że w końcu spotkam wartą uwagi dziewczynę nigdy mi nie mijała, ale wiedziałem, że przyszedł czas na zmianę sposobu w jaki poznaję potencjalne partnerki.
- Owszem słucham, albo raczej słuchałem. - nie jestem w stanie opisać jak tępo wyglądał wyraz jej twarzy. Nawet gdy się uśmiechała. - Teraz żałuję, bo od twojego głosu rozbolała mnie głowa. Zbieram się, na razie. - bez zbędnych ceregieli podniosłem się z krzesła i skierowałem do drzwi, pozostawiając ją samej sobie. Wychodząc rzuciłem jedynie zapłatę za kolację na bar, przy którym stała kelnerka. Nie minęło pięć minut od kiedy opuściłem restaurację, a mój telefon już oznajmił, że mam nową wiadomość.
"Spotkamy się jeszcze?" - albo ja jestem idiotą, albo ona. Wydawało mi się, że wyjście niemal bez słowa było wystarczająco wymowne. Jak widać dla niej - niekoniecznie. Nie odpisałem. Nie miałem na to ochoty. Krążyłem tylko bez sensu ulicami, mając nadzieję, że do głowy wpadnie mi jakiś niesamowicie genialny pomysł. Od dłuższego czasu nie wiedziałem co ze sobą począć. Byłem niesamowicie samotny. Co prawda miałem dość spore grono znajomych, ale nie o taką samotność mi chodziło. Brakowało mi bliskości drugiej osoby. Miałem 24 lat, a mój ostatni związek rozpadł się gdy kończyłem 18, co daje niemal 6 lat kompletnej samotności. Kandydatek było wiele, jednak żadna z nich nie była w stanie mi niczym zaimponować. Kilkukrotnie dochodziłem do wniosku, że coś musi być ze mną nie tak, skoro odrzucam dziewczęta, o które moi kumple nierzadko toczyli bójki. Ale cóż zrobić? W każdej czegoś mi brakowało, a sprawa była dość nietypowa, bo sam nie potrafiłem sprecyzować co to było.
Szedłem dalej, nie patrząc gdzie niosą mnie nogi. Nie mam pojęcia jak, ani kiedy, ale znalazłem się w dosyć… rozrywkowej części Tokio. W oczy rzucały się neonowe napisy i kształty, które poruszały się i migały, zachęcając do wejścia. Pijalnia alkoholi… Kasyno… Klub Go-Go… Chwila, klub Go-Go? W sumie co mi szkodzi. Nie mogę znaleźć dziewczyny, która ma coś w głowie, to chociaż popatrzę na ładne, kobiece kształty. Nieśmiało pchnąłem ciężkie drzwi i wszedłem do środka. Od wejścia uderzył mnie zapach papierosowego dymu, drogich alkoholi i męskich perfum. Cały klub pokrywała poświata rzucana przez lampy, w charakterystycznym, burdelowym kolorze - krwistej czerwieni. W oczy od razu wpadł mi bar, do którego bez zastanowienia podszedłem i zamówiłem dzisiejszy specjał - Calpirinhę. Drink był niesamowicie smaczny, toteż sączyłem go powoli, przechadzając się po klubie w poszukiwaniu czegoś co mogłoby mnie zainteresować. Umeblowanie i atmosfera nie odbiegały zbytnio od moich wyobrażeń tego typu miejsc. Tylko dziewczęta były jakieś takie… mniej urodziwe. Po raz kolejny zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem wybredny. Ciągle błądziłem po klubie szukając jakkolwiek atrakcyjnej dziewczyny. Na końcu sali zobaczyłem duże szklane drzwi. Wiedziony wrodzoną ciekawością przeszedłem tam dokąd prowadziły, czyli do sąsiedniej sali. Rozejrzałem się i moje oczy zauważyły cud. A przynajmniej tak mi się wydawało. Kelnerka, z tacą wyładowaną po brzegi, co w żadnym wypadku nie odbierało gracji jej ruchom, jakby to mogło się wydawać. Poruszała się swobodnie na swoich niesamowicie długich nogach, a jej blond włosy lekko falowały przy każdym ruchu. Czułem, że właśnie znalazłem to czego szukałem.
Wtedy się odwróciła i spojrzała na mnie.
A mnie jakby trzasnął piorun.
Dłuższą chwilę stałem osłupiały zanim dotarło do mnie co tak naprawdę zobaczyłem.
To że ta cudowna dziewczyna to...
TO FACET..?!
Nie, to niemożliwe. Te rysy twarzy, pełne usta, te nogi, ruchy i makijaż... Jakim cudem facet może być tak piękny i pociągający?
Kątem oka zauważyłem baner przy drzwiach łączących dwa pomieszczenia. "Striptiz męski".
No i pięknie.
Miałem problem, a nawet dwa. Spodobał mi się facet, a w dodatku w moich bokserkach zaczynało brakować miejsca.
Kurwa.
Na domiar złego on nadal mnie obserwował. Chciałem czym prędzej stamtąd zwiać, ale wiedziałem, że to mogłoby podejrzanie wyglądać. Uśmiechnąłem się tylko, wiedząc, że to co zagościło na mojej twarzy z pewnością bardziej przypominało krzywy grymas. Odwróciłem się na pięcie i podreptałem w poszukiwaniu łazienki. Musiałem coś zrobić z moim przyjacielem w spodniach.
***
Dziś poniedziałek, najnudniejszy dzień w ciągu całego tygodnia. Praca dłuży się niemiłosiernie, bo do klubu zwalają masami jedynie obrzydliwe osobniki po czterdziestce. Banda niewyżytych staruchów z wypchanymi kieszeniami. Niestety moim zadaniem było usługiwanie im. Oczywiście w kwestii napojów alkoholowych, tak dla uściślenia. Mimo tych nieszczęsnych poniedziałków lubiłem swoją pracę, bo przez całą resztę tygodnia do klubu wpadało mnóstwo młodych panów, na których z chęcią wieszałem swoje oczęta. Czasami przez drzwi z typowego klubu go-go, gdzie to kobiety prężyły się na podestach, zapuszczały się tutaj naprawdę smacznie wyglądające kąski, nieraz nawet takie, które nie do końca pewne były tego kim są.  Tak jak to stało się dzisiaj.
Ten, o którym mówię wydawał się dosyć zagubiony. Zwrócił moją uwagę już od momentu gdy wszedł do sali. Widziałem, że sączył drinka, który niebawem mu się skończy, a wtedy ja bym uprzejmie podszedł z propozycją napełnienia szkła. Oczywiście los lekko pokomplikował moje zamiary. Chłopak najwyraźniej nie był homo, a przynajmniej o tym nie wiedział. Widać pomylił mnie z kobietą, jak prawie każdy, bo gdy tylko odwróciłem się do niego twarzą i uśmiechnąłem, on skrzywił się i pobiegł w kierunku toalety.
Czyżby miał pewien problem do załatwienia?
Cierpliwie czekałem aż wyjdzie, żeby trochę się zabawić. Co prawda szef zabraniał nam flirtować z klientami, ale ja nie jestem jednym z tych, którzy bez żadnego “ale” słuchają swoich szefów. Jestem indywidualistą i zawsze robię to na co mam ochotę. Tym bardziej jeśli któryś z klientów mi się spodoba. Taki wyjątek potwierdzający regułę jeśli o naturę i usposobienie japończyków chodzi.
Kręciłem się po sali, na której znów pojawił się oczekiwany przeze mnie chłopak. Podszedł do baru i usiadł na jednym ze stołków, wciąż trzymając swoją szklankę. Po ruchach jego głowy stwierdziłem, że rozgląda się wyraźnie czegoś szukając. Ale się zdziwi kiedy nagle stanę za barem!
Tacę wypełnioną brudnym szkłem odstawiłem na blacie i wygoniłem na salę swojego kolegę, który  zajmował się polerowaniem szklanek do whisky. Chłopak nadal mnie nie zauważył, a ja skorzystałem z okazji i dokładnie mu się przyglądnąłem. Miał czarne włosy wyprostowane do granic możliwości i natapirowane przy nasadzie, co dodawało im objętości. Oczy niemalże tego samego koloru podkreślał i optycznie powiększał ciemny makijaż. Pełne usta, które aż prosiły się o namiętne całowanie zdobił kolczyk. Tors opinała ciemna koszulka, podkreślająca to co miał najlepsze. Na brzuchu i ramionach widać było delikatny zarys mięśni.  Ogólnie rzecz biorąc był to mężczyzna dokładnie wpisujący się w ramy mojego ideału. Nie ukrywam, że mnie zauroczył. Czas przejść do konkretów.
- Coś podać? - zagadnąłem, a on znieruchomiał gdy tylko spostrzegł do kogo należy głos. Uśmiechałem się zalotnie, ale tak by nie przestraszyć go na samym wstępie. Wyglądał jakby miał ochotę uciec, a ja byłem pewien, że przez chwilę bił się z własnymi myślami.
- T… Tak. - wydukał. Oho! Czyli dobra moja. - Dzisiejszy specjał. Dwa razy. - Uuu, ciekawe jak silną ma głowę. Może mi tu padnie po tych dwóch szklankach i będę musiał zabrać go do siebie? Nie Uruha, bez przesady! Nie napalaj się tak bardzo. Powoli i wyrozumiale. Dojrzały owoc smakuje lepiej, prawda?
- Już się robi. -  wyciągnąłem spod baru dwie odpowiednie szklanki, a na ich dnie usypałem małe kopczyki z cukru trzcinowego. Następnie pokroiłem i rozgniotłem limonki, wypełniłem pozostałe miejsce w szklance kruszonym lodem i zalałem brazylijskim likierem. Postawiłem szklanki przed chłopakiem, a on spojrzał na mnie spod swojej długiej grzywki i uśmiechnął się niepewnie. Bez wątpienia był ode mnie starszy i bardziej dojrzały, a jednak taki nieśmiały i zakłopotany. To kompletnie urocze.
***
Wiedziałem, że mogłem natychmiast po wyjściu z łazienki pobiec czym prędzej do domu, a nie siadać jak ostatni idiota przy barze. Czego ja się spodziewałem, że uda mi się unikać przez całą noc faceta, który tutaj pracuje? Aoi, ty kompletny pacanie. Kolejne szklanki alkoholu nadal w żadnym, nawet najmniejszym stopniu nie wybiły mnie ze stanu trzeźwości. Nadal twierdziłem, że fakt iż spodobał mi się mężczyzna, był spowodowany tym, że wygląda niemalże jak kobieta. Tylko na dnie mojej podświadomości, pewien głos krzyczał i lamentował, że jest zupełnie przeciwnie, ale ja nie chciałem go słuchać.
- Jesteś tu pierwszy raz? - zapytał wybijając mnie z chwilowej zadumy.
- Owszem. Zabłądziłem w mieście i postanowiłem wstąpić. - upiłem łyk ze szklanki. - I wcale nie żałuję, macie tu naprawdę dobre drinki.
- A kobiety nie?
- Niezbyt. - skrzywiłem się. - Choć to raczej moja wina. Jestem wyjątkowo wybredny.
- Hmm.. To może mężczyźni? - uśmiechnął się w charakterystyczny dla niego sposób przez co wyglądał jak model wyciągnięty wprost z okładki drogiego pisma. Sam na powrót poczułem się niepewnie, ale nie dałem tego po sobie poznać.
- Może gdybym był nimi zainteresowany… - odrzuciłem niby bez żadnych emocji. - Przez drzwi łączące sale wszedłem tutaj zupełnie przypadkiem.
- A jednak wciąż tu siedzisz. - stawał się coraz bardziej dociekliwy i jakby przenikał mnie wzrokiem. - Swoją drogą wypadałoby się przedstawić. Takashima Kouyou, ale mów mi Uruha. - “Piękny”? Cóż za trafny pseudonim.
- Shiroyama Yuu lub jeśli wolisz, Aoi. - odrzuciłem pochylając głowę.
Zamawiałem i wypijałem kolejne drinki. Coraz śmielej odpowiadałem na niektóre pytania i czułem, że będę tego żałował. W pewnym momencie urwał mi się film. Czemu nigdy nie miałem umiaru jeśli chodziło o picie?
Nie miałem pojęcia jak znalazłem się w domu, ale niesamowicie ucieszył mnie widok znajomego wnętrza mojej sypialni zaraz po przebudzeniu. Dobrze, że nie obudziłem się koło jakiegoś kaszalota, jak to się kilkukrotnie zdarzało w przeszłości. Alkohol w ilościach hurtowych robił ze mną paskudne rzeczy, jednak ja dziwnym trafem nigdy nie potrafiłem go sobie odmawiać. Wstałem z łóżka w ślimaczym tempie, ze strachu przed ewentualnymi mdłościami, nie miałem zbytnio ochoty na szybki bieg do łazienki. Zaspanym wzrokiem odnalazłem swoje kapcie i udałem się do kuchni. Dopiero podczas wyciągania szklanki z szafki poczułem palącą suchość w gardle. Czyli jednak kac. Już mogę się spodziewać przeszywającego bólu w czaszce. Zapowiada się niesamowicie ciekawy dzień. Kulturalnie nalałem wody do szklanki i duszkiem wychyliłem jej zawartość. Ten sam proces powtórzyłem, kilka, a może nawet kilkanaście razy.
Wciąż byłem w ubraniach z zeszłego wieczoru i uznałem, że trzeba to zmienić. Właśnie dreptałem do łazienki kiedy zadzwonił mój telefon. Na ekranie widniał nieznany numer.
- Halo? - zapytałem głosem męczennika.
- Witaj - głos rozpoznałem od razu, a przed oczami stanęła mi twarz warta miliony. - Jak tam się czujesz, głowa nie boli?
- Niee… Jeszcze nie. - odparłem. - Nie żebym miał coś przeciwko, ale skąd masz mój numer?
- Zostawiłeś portfel na blacie. Uznałem, że trzeba by go oddać i dzwonię w tej sprawie. Numer znalazłem w środku. - zaszczebiotał jakby zadowolony z zaistniałej sytuacji. Moja dłoń natychmiast powędrowała do tylnej kieszeni w spodniach, gdzie zawsze nosiłem portfel.
Nie ma. Cudownie. Będę musiał znowu się z nim spotkać.
- Eh, mogę się założyć, że kiedyś zapomnę głowy. - rzuciłem niby to naturalnym tonem. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. - Poczekaj chwilę, ktoś puka - podszedłem do drzwi.
- Nie otwieraj!
- Dlaczego? - zapytałem zdziwiony.
- Co zrobisz jeżeli to ja stoję za drzwiami?
- Nie masz mojego adresu. - uśmiechnąłem się pod nosem i złapałem za klamkę. To nie mógł być on.
- Czyżby? - uśmiechnął się na widok mojej miny. Czułem jak moje wnętrzności zaczynają się trząść, sam nie wiedziałem z jakiego powodu. Podczas gdy ja stałem nadal jak wryty, Uruha wszedł jakby do siebie i rozsiadł się na kanapie. - Oddaje własność - nadal się uśmiechając wyciągnął portfel z bluzy i położył go na stoliku do kawy. - Zgodnie z prawem, należy mi się znaleźne.